Gateway to Space Warszawa

Ten krótki wpis będzie poświęcony głośno reklamowanej, objazdowej wystawie poświęconej podbojowi kosmosu, która w Warszawie jest dostępna od 19.11 206 do 19.02.2017 przy ulicy Mińska 65. Nie potrzeba mi wiele, aby jako osobie fascynującej się tematyką astronomiczną, a co za tym idzie także teoretycznymi jak i technicznymi aspektami podboju kosmosu, dać się skusić na tego typu rozrywki. Już od momentu, kiedy usłyszałem reklamę „GtS” postanowiłem, że odwiedzę tą ekspozycję w najbliższym, sprzyjającym czasie. I czas taki nastał dnia dzisiejszego.

Po przyjeździe na miejsce, zwiedzającego wita rozpadająca się hala fabryczna (jak to na warszawskiej Pradze). Po wejściu do środka i skierowaniu się do kasy czeka nas pierwszy (prawdopodobnie jedyny) wydatek. W moim przypadku było to 50 zł za bilet normalny. Nie mało ale przecież wystawa ambitna, co więcej pod auspicjami NASA a więc można być pewnym, że to nie będą zmarnowane pieniądze! Bilet kupiony, szukamy szatni. Jest. Rozpłaszczam się chcąc pozostawić palto w szatni, ale Pan szatniarz informuje mnie, że na hali jest zimno i odradza pozostawienie kurtki. Hmmm. Na zewnątrz 1 stopień na plusie, a gdyby było -10? No dobra myślę, awaria jakaś czy coś tam, idę dalej, byle dach na głowę nie runął a będzie dobrze. Na halę wchodzi się czarnym korytarzem gdzie ciemno jak w… kosmosie. Pewnie klimatyczne wprowadzenie, wszak na wystawie ma być prawdziwy kosmos. Wchodzę do zasadniczej części wystawy. Jaśniej ale nadal ciemno. gateway_to_space_hyperion-5Wystawione eksponaty pod postacią miniatur rakiet i kapsuł, są jakoś tak niespecjalnie ciekawie oświetlone. Blado czerwone światłą padają na jakąś część rakiety obok której znajduje się tabliczka z opisem, która także jest podświetlona dedykowaną lampką, albowiem w przeciwnym wypadku nie było by możliwością przeczytanie opisu na niej znajdującego się. Rzucam jeszcze okiem na resztę hali i widzę, że całość ekspozycji została potraktowana w ten sam sposób. A więc czarny i nieprzystępny kosmos. Idę dalej mijając kolejne makiety rakiet, sond i kostiumów w jakie ubierano astro/kosmonautów, a każda wzbogacona o wyświetlacz LCD, na którym wyświetlane są w większości przypadków rozmazane filmy, przypominające zapisy video z pierwszych modeli telefonów komórkowych. Następnie mijam Lunar Roving Vehicle, czyli ostatni krzyk mody księżycowego przemysłu samochodowego, promy kosmiczne, zarówno rosyjski jak i amerykański, później mamy okazję przejścia przez moduł stacji kosmicznej (również rosyjskiej jak i amerykańskiej). W kolejnej części wystawy jest okazja polatać na symulatorach samolotów bojowych (dodatkowo płatne!) jak i zostać zapiętymi w różnego rodzaju fotele i inne żyroskopy, mające na celu sprawdzenie naszej orientacji, spostrzegawczości i innych cech wzorowego pilota-kosmonauty. I to by było na tyle! A gdzie obiecane marsjańskie łaziki i księżycowe skały? 00064uz7xmdxnf7s-c322Ni ma… Ciemna, nieogrzewana hala z przeciętną ilością i jakością prezentowanych eksponatów. Niemal wszystko statyczne i za barierkami albo szkłem. No kur.. de jak w muzeum! I do tego ta wszechogarniająca ciemność i chłód! No faktycznie, ciężki kawałek chleba to kosmiczne życie. I jeszcze kino! Zapomniał bym o nim. Otóż jest też sala kinowa z propagandowym filmem NASA, przybliżającym oglądającym go widzom historię oraz przyszłość człowieka w kosmosie. Celowo piszę propagandowy, albowiem opowiada o korzyściach i możliwościach jakie daje NASA społeczeństwu AMERYKAŃSKIEMU. No ale oddajmy sprawiedliwość, że NASA to (przynajmniej jeszcze kilka lat temu) potęga stworzona w USA i z myślą o tym państwie w czasach zimnej wojny. Dziś mamy jeszcze ESA i Chińczyków. Cały film można zobaczyć pod tym adresem. Patrzę na zegarek – minęła godzina. Godzina, która kosztowała mnie 50 zł. Jak inaczej można wydać takie pieniądze na kulturę i naukę? Centrum nauki Kopernik – bilet normalny 27 zł (cały dzień zwiedzania i interaktywnej zabawy), planetarium – przeciętny seans 3D bilet normalny 24 zł, Muzeum techniki i przemysłu – bilet normalny 25zł. Pewnie by się coś jeszcze znalazło ale nie chce mi się szukać, bo muszę gotować obiad.

Po szybkim powrocie do domu tchnęła mnie jeszcze myśl, żeby poszukać informacji o tej „wspaniałej” wystawie w internecie, wszak jest to międzynarodowa objazdówka, którą dotychczas zobaczyło już 3 mln osób! Czy taka ilość ludzi może się mylić? No dobra, zobaczmy jak to wyglądało w:

RPA

Tyż cimno ale jednak jaśniej niż w Warszawie. Może chociaż nieco cieplej ze względu na szerokość geograficzną.

Węgry

No też ciemno.

Czechy

Ciemno.

Belgia

Ciemno.

Dania

Ciemno.

A więc mroczny i „nieprzystępny” klimat jest celowym zabiegiem właściciela wystawy. Szkoda. Lepsze lub gorsze wrażenie, robi też zapewne miejsce wystawy – szczęśliwi Ci, którzy mieli okazje zobaczyć tę wystawę w innym kraju. Nie należy też dać się zwieść zdjęciom znajdującymi się na stronie internetowej wystawy albowiem pochodzą one z Belgijskiej odsłony ekspozycji. Niestety, warszawska hala to kiepska miejscówka. Cóż, taki ze mnie już wymagający krytyk-pesymista, niemniej jednak dla kogoś, kto ma słabe lub żadne pojęcie o tematyce kosmosu i nie bywał w ciekawych miejscach wystawienniczych, wystawa taka może zrobić wrażenie. Jedynie cena biletu prawdopodobnie pozostawi niesmak na sam koniec. Tak więc i w tym przypadku sprawdziło się stare porzekadło – „reklama dźwignią handlu”. Mój werdykt – ODRADZAM.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s